Blog

#Blog. Jak to było z tą studnią… cz.1

Jak pewnie wiecie mamy studnię 🙂 Droga do pierwszego litra była dłuuuga, bardzo długa 🙂

Zaczęło się niewinnie, ogłoszenie na oferteo, zadzwonił miły Pan. Przekonywujący głos oraz wiedza sprawiła, że postanowiłem mu zaufać.  Szybkie spotkanie, dogadanie szczegółów, pogadanie o fotowoltaice, pompie ciepła (będzie Pan zadowolony, wszystko zrobimy) wpłata zaliczki i … proszę czekać na telefon. Nie spieszyło się Nam więc nie było pogoni.

Po kilku dniach przyjechał inny “miły” Pan, Pan Jarosław. Rozeznał temat, pogadał, pożartował 🙂 Wydawał się bardzo wiarygodny i znający temat. Będziemy przenosić sprzęt to będę dzwonił powiedział na do widzenia 🙂

Minął tydzień

drugi 🙂

Dzwonię do Pana Rysia (to pierwszy Pan z którym zacząłem rozmowy, cisza, myślę sobie, zarobiony gość to pewnie oddzwoni po robocie :). Mija dzień, dwa. Nic.

Dzwonię do Pana Jarosława, cisza, myślę pewnie zarobiony 🙂 oddzwoni 🙂

Mija …. nosz kurde nie mogą tyle pracować przecież 🙂 piszę sms-a.

Oddzwania Pan Rysiu, że nie wie, że się dowie, że każe Panu Jarosławowi oddzwonić. Oddzwania Pan Jarosław, że przeprasza, że taka sytuacja, że nie da rady, że sprzęt popsuty, że trzeba czekać.

OK, sobie myślę, sprzęt pracuje to i musi się kiedyś zepsuć, bywa, poczekam bo się nie spieszy jakoś bardzo 🙂

Czekam 🙂

Czekam 🙂

Dzwonię. No co tam jak idzie naprawa. Pan Jarosław mówi, że to porządna maszyna, na niemieckich częściach więc Pan wie, nie ma lipy. Dobra, czekam przecież się nie spieszy, hehe.

Znów trochę wody upłynęło, szkoda, że nie w mojej studni :).

Dzwoni Pan Jarosław, czy będzie Pan na działce bo przerzucamy sprzęt do Pana i będziemy wiercić. Yeah! wreszcie. Nie mogłem niestety podjechać, musiałem pracować na premię, będę miał wreszcie studnię głębinową! Pojechała Kasia, otworzyła bramę i Panowie mieli się rozłożyć ze sprzętem, był to piątek a od poniedziałku mieli zacząć.

To, że nie zabezpieczyli bramy po wyjeździe, no cóż bywa, może nie wiedzieli.

W sobotę trzeba było oglądnąć sprzęt, który będzie u Nas pracował. Szybka wizyta, parę fotek 🙂 Dół na wodę wykopany. Profesjonalna robota, pomyślałem, świetny wybór! Sprzęt też niczego sobie, pójdzie raz dwa.

Mówią, że max to 2 dni. Mają kolejne roboty więc nie ma czasu na obijanie się, dla mnie super. Mam przygotować tylko dostęp do prądu i bieżącą wodę bo jest potrzebna, temat ogarnięty (:* dla Kasi ;)) można działać.

Przyjeżdżam w poniedziałek, mieli być po 8 🙂 Nie ma ich. Ekipa budowlana pracuje przy fundamentach.

Przyjechali, bo coś, bo tamto, bo owamto 🙂 Działajmy, mówię 🙂

Dziura wywiercona, rury powkładane, trzeba by obsypać żwirem ale go nie mają. Przykra sprawa trochę, wujek google szukam żwiru w okolicach. Dzwonię, mają. Spakowali się pojechali.

I już nie wrócili 🙂

Mija kolejny dzień, nie pojawili się. W sumie to nie jest takie to proste znaleźć dziś porządny żwir 🙂

Dzwonię za dwa dni do Pana Rysia (Pan Jarosław nie odbierał) i pytam co jest, może coś się stało. Mówi, że nie mogli znaleźć w okolicy żwiru i pojechali do Dąbrowy Górniczej, czyli ponad 30km od Świerklańca 🙂

Pytań brak, nie znam się 🙂

Przeciągająca się budowa studni dosyć mocno komplikowała nam działania z budową domu. Ciężki sprzęt, który to w tamtym czasie dosyć często przyjeżdżał zmuszony był do blokowania przejazdu powodując niepotrzebne nerwy u sąsiadów i nie tylko. Powodem była laweta, która przywiozła wiertnice. Była dosyć nie fortunnie zaparkowana na poboczu utrudniając objazd.

Kolejne dni mijają. Przyjechali! 🙂 Pytam co jest grane. A bo żwir, a bo pracownik się przeciął, a bo coś …. Ok, działajmy 🙂

Rury obsypane, będzie woda wreszcie 🙂 to był już 2 tydzień.

Pan Jarosław mówi, że zrobione. Jako, że trwało to 2 tygodnie a nie 2 dni to chce rabat. Pan Jarosław mówi, że to z Panem Rysiem, Pan Rysiu, że z Panem Jarosławem. Mam rabat! Jupi! Pędze do bankomatu, rozliczam się. Szlak! po raz pierwszy.

Padła oferta że, jak chce to może mi kupić pompę i to wszystko poskładać do kupy. Na okres budowy będzie studnia techniczna. Zaproponowana kwota wydała mi się ok, mówię pasuje mi to. Jadę do bankomatu po kasę na zaliczkę. Szkoda mi się człowieka zrobiło, który mówi, że nie zarobił ostatnie wiele kasy i ta zaliczka by mu uratowała życie.

Przyszedł kolejny tydzień i miny z każdym następnym dniem nie wskazywały na sukces, bo wody nie było. Pytam, czy jest jakiś problem? Coś jest nie tak za bardzo chyba zagęścił i coś zaczopowało. Coś tam doda i wróci po weekendzie i będzie super. Niech się Pan nie martwi woda jest 🙂 Ulubione zdanie Pana Jarosława. Wielka mi to nowina 😉 że woda jest 🙂

W czasie wiercenia przesympatyczny Pan Jarosław miał czas (o ile był na miejscu) na różne przemyślenia. A to o fundamenty, a o to Kierownika Budowy. Człowiek zna się na rzeczy, przecież jeździ po budować to wiele widział 😉

Przez kolejny tydzień przez mój plac budowy przewinęło się kilka osób, patrzyli, dyskutowali, wrzucali różne urządzenia ale wody brak 🙂

Teksty Pana Jarosława się powtarzały i zaczęły powodować w moim wielkim spokoju lekko podniesione ciśnienie 🙂 

Zaczęli jak nie było domu. Ekipa budowlana zaczęła właśnie zbrojenie stropu a ja nadal nie mam studni! W domu nerwowa atmosfera. Pana Jarosław nie przyjeżdżał, standardowo nie odbierał telefonu, Pan Rysiu próbował ratować jakoś sytuację i po jakimś czasie Pan Jarosław się znajdywał z nowymi usprawiedliwieniami. To brak ludzi, to brak czegoś tam to brak … itd.

Mijały kolejne dni. Kolejny tydzień. Wreszcie został wykonany bardzo konkretny telefon do Pana Jarosława, że albo to ogarnie w ciągu następnego dnia albo ma oddać pieniądze i zabierać sprzęt. Za ten jeden dzień, chcę oczywiście rabat. Za każde kolejne dni ewentualnie spóźnienia również. Po dłuższej rozmowie Pan Jarosław zaakceptował moje warunki (kilkukrotnie go pytałem czy je akceptuje). Stwierdził, że dokończy robotę.

Zapraszam na kolejną część opowieści już wkrótce 🙂

About Pawel

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *